Spotkanie rodziny i przyjaciół w Gorajcu 17 lipca 2010 roku

Relacja z imprezy

Powrót do strony powitalnej

photo_small.jpg photo2_small.jpg photo3_small.jpg photo4_small.jpg
photo5_small.jpg photo6_small.jpg photo7_small.jpg photo8_small.jpg
photo9_small.jpg photo10_small.jpg photo11_small.jpg photo12_small.jpg
photo13_small.jpg photo14_small.jpg photo15_small.jpg photo16_small.jpg
photo17_small.jpg photo18_small.jpg photo19_small.jpg photo20_small.jpg
Page:[1] [2]

GORAJECKIE FOLKOWISKO 2010

Niestety "III Gorajeckie Folkowisko" przeszło do historii, jednak po raz kolejny była to najlepsza, najludniejsza i najgłośniejsza impreza sezonu. Pogoda i atmosfera dopisały, ale opowiedzmy o wszystkim po kolei.
Dzięki odkryciu niesamowitych zdolności ciesielskich u Pana Mirka, Folkowisko znacznie rozbudowało swoje zaplecze. Zbudowany potajemnie krąg ogniskowy zrobił wrażenie na wszystkich przybyłych, zaskoczyły "
soboty", czyli nasze nowe wiaty biesiadne, pod którymi pierwsi goście spędzili już piątkową noc (można więc ich nazwę śmiało zmienić na "piątki"). Dla niewtajemniczonych "soboty" to szerokie zadaszenie pod cerkwią, gdzie przybywający pielgrzymi spędzali sobotnią noc, poprzedzająca poranne niedzielne nabożeństwo.
Dzieciarnia miała frajdę ze wspinaczki na świeżo ukończoną ambonę, doskonały punkt,z którego obserwowano podchodzące pod Chutor dzikie zwierzęta oraz zbliżającego się potencjalnego "wroga".
Wróćmy jednak do chronologii. Najbardziej spragnieni przygód goście zjawili się w Chutorze Gorajec już w piątek. Aby ostudzić ich zapał oraz przystosować do panujących temperatur (+34 C), imprezę rozpoczęliśmy od wieczornej kąpieli w cieszanowskim zalewie. Po czym nastąpiła trwająca do późnych godzin nocnych aklimatyzacja przy muzyce i śpiewie zakończona zbiorowym spaniem na sianie.
Ponieważ nasz harmonogram był dość napięty, już o godzinie 5 nad ranem nasz "przewodnik Marcin" zorganizował capstrzyk i cała ekipa wyruszyła na poranną wyprawę wywiadowczą "W poszukiwaniu źródeł Gnojnika". Paweł z Maćkiem roztropnie zaopatrzyli się w sprzęt ciężki (gumofilce), nie ochroniły one jednak ich od chmar grasujących BĄK-ów (nie mylić z Robertem B.). Wyprawa na Kobyle Jezioro oraz Wielki Dział obfitowała w liczne przygody połączone ze zbieraniem grzybów, jagód i wojną na szyszki.
W tym czasie w Chutorze z godziny na godzinę przybywało gości, na szczęście nasze piwnice przygotowane były na długotrwałe oblężenie. Robert z Jolą nawarzyli w tym czasie około 20 litrów grochówki, serwowanej wygłodniałym gościom wprost z dymiącej kuchni polowej.
W czasie, gdy część naszych gości sprawdzała głębie naszych piwnic, reszta "kuracjuszy" rozgrywała zarówno biernie (kibicując) jak i czynnie (grając) międzynarodowe mecze piłki siatkowej. W konkursie na gracza meczu publiczność bezapelacyjnie wybrała Martę i Marinę.
Po wielogodzinnej grze ponownie ochłodę znaleźliśmy w cieszanowskim zalewie, choć woda była tak ciepła, że niektórzy twierdzili, iż najprawdopodobniej jest podgrzewana specjalnymi grzałkami lub to jakieś geotermalne jezioro. Dzięki nieprzebranym zapasom z kufrów pani Joli pracownicy banków, architekci, inżynierowie oraz księgowe w mgnieniu oka i choć na chwilę zmienili się w pańszczyźnianych chłopów, panny na wydaniu, wolnych kozaków i ruszyli w pola, a przy okazji powstała fantastyczna sesja fotograficzna o zachodzie słońca.
A gdy już zapadł zmrok, rozpoczęła się prawdziwa kozacka hulanka, z tańcami, popisami siły i wytrzymałości głowy. Jak co roku punktem kulminacyjnym nocy był odtańczony przez wszystkich uczestników polonez. Reszta imprezy okryta jest mgiełką tajemnicy, która podniosła się znad Gnojnika tej nocy.
Ponieważ noc pod gwiazdami czy w brogu siana niweluje wszelkie zmęczenie, już o 9 rano byliśmy gotowi do kolejnej wyprawy wywiadowczej, tym razem postanowiliśmy sprawdzić dokąd zmierza Gnojnik. Nazwa naszej rzeczki nie jest zbyt zachęcająca, ma ona jednak swoje proste wytłumaczenie. Bierze się od koloru płynącej nią wody zabarwionej leczniczą borowiną oraz wypłukiwanym z podłoża torfem. Mieszanką, za którą niejeden ośrodek SPA żąda bajońskich sum.
Tak oto dwunastu najwytrwalszych uczestników zeszłonocnej hulanki ruszyło jak w programie "Pieprz i wanilia" w poszukiwaniu ujścia Gnojnika, po drodze napotykając żeremia bobrowe, poidła saren i dzików, a nad głowami magicznie unosiły się dziesiątki błękitnych ważek, chłód zapewniały nam nadbrzeżne szuwary oraz lodowata woda strumienia, zasilanego licznymi źródłami. Natomiast rozmowa nasza przez 3 godziny skupiała się na jednym temacie - kołkach. Zapytacie - jak to jest możliwe? Otóż, wiele lat temu próbowano Gnojnik zmeliorować, a rzeczka najwyraźniej o tym zapomniała i zmieniła swój bieg prowadząc istny slalomgigant między umieszczonymi przez ludzi kołkami, które teraz obróciły się przeciw nam, utrudniając marsz w mętnych wodach zdradliwego Gnojnika, bo kto pod kim dołki (kołki) kopie, sam w nie wpada. Gdzieniegdzie kołków było więcej niż na Madejowym łożu, a Karol Madejek czuł się jak fakir, prowadząc wraz z Robertem kolumnę marszową.
Tak po trudach wielu dotarliśmy do ukrytego w lesie dawnego cmentarza w Żukowie, sił jednak na zwiedzanie już zabrakło i musieliśmy wezwać podwody, żeby wyczerpanych turystów odwieść do Gorajca.
Niedzielny wieczór to już wyłącznie święto Mikołaja, w kościele w Grodysławicach odbył się jego chrzest i tu Mikołaj udowodnił, że to on jest królem ceremonii, pełzał, łaził, zaglądał w każdy kąt, rozbawił nawet księdza Adama.
Wieczorem,ci co byli jeszcze w stanie, kontynuowali imprezę w Gorajcu. Ekipa z dnia na dzień wykruszała się coraz bardziej, świeży oddech imprezie dodały przybyłe w środę posiłki z Poniatowej i Tomaszowa. Mogliśmy więc znowu wyruszyć na wyprawy wywiadowcze. Pan Zbyszek (w okolicy znany jako Zielarz), jak prawdziwy indiański przewodnik wiódł nas przez głusze otaczających Gorajec lasów, a opowiadane przez niego historie o wilkach, rysiach i orłach jeżyły włos na głowie nawet najodważniejszym. Prawdziwy strach padł na nas, gdy odnaleźliśmy kości rozszarpanego przez wilki olbrzymiego jelenia (dziesiątaka). Jednak nasz "maczetero" wiódł nas przez gęstwinę prowadząc w tylko jemu znane miejsca obfitujące w grzyby i jagody. Kulminacją tej leśnej wyprawy było odnalezienie jednego z tajnych leśnych schronów, wykopanych tu przez oddziały UPA w latach 40 XX wieku. Nie było to miejsce łatwe do odszukania w czasach wojny, a tym bardziej teraz. Nie każdy więc może tu dotrzeć.
W piątek wraz z Maćkiem wytyczyliśmy nowy, chyba najciekawszy szlak Gorajca, wymagający sporo determinacji. Nazwaliśmy go szlakiem ekstremalnym, pokazuje on jednak to, co u nas najpiękniejsze. Prowadzi od Chutoru polną drogą, aż do kapliczki "cudami słynącej", gdzie zakręca w prawo, kierując się w stronę Łówczanki ,czyli drugiej rzeczki Gorajca. Ten dziki nieuregulowany strumień to prawdziwa autostrada przez las, miękki piasek, bystry nurt i urokliwe zakola sprawiają, że podróż nią, to czysta przyjemność. Największym zaskoczeniem dla nas było pięć stawideł przecinających Łówczankę, które to jako odkrywcy postanowiliśmy nazwać (Peremoha, Poroh, Brzozowy, Raka i Głęboki), najwyższy z wodospadów znajdujących się na nich jest na metr wysoki, każda nazwa jest z czymś związana, ale nie zdradzajmy lepiej tego przyszłym poszukiwaczom przygód. Na brzeg wdrapaliśmy się dopiero w Sihle, czyli dawnym przysiółku Gorajca, prawdziwej wyspie, wśród mokradeł i bagien, dawnym bastionie komendanta sotni "mesniki" - "Żelezniaka". Ze znajdujących się tu niegdyś siedmiu zagród pozostały jedynie kupy zarośniętych gruzów, na nieuważnych turystów czekają tu jednak ciągle zasadzki, czyli doskonale zamaskowane przez przyrodę głębokie studnie, przypominające wilcze doły. Droga powrotna to już tylko spacerek przez las, pełen grzybów i jagód, leśny dukt prowadzi nas wprost do Gorajca, a całość wyprawy zajmuje około 2-3 godzin.
Ostatni goście wyjechali od nas w sobotę, więc można powiedzieć, że Gorajeckie Folkowisko trwało w roku 2010 tydzień z okładem. Jednorazowo bawiło się u nas ponad 40 gości, a przez ten tydzień przewinęło się ich minimum 60.

Już dziś zapraszamy na przyszłoroczne IV Folkowisko, Chutor Gorajec ma ciągle wiele tajemnic do odkrycia.

Pozdrawiamy

Chutor Gorajec

Zobacz zdjęcia >>>>

Photo album created with Web Album Generator